Najbardziej boli mnie w Dawntrail to, że rozczarowanie przyszło w grze, którą naprawdę lubię. Final Fantasy XIV przez lata budowało dla mnie znaczenie Wojownika Światła poprzez relacje, wspólne przeżycia i to, jak inni bohaterowie reagowali na jego obecność. Po Endwalkerze chciałem zobaczyć, co będzie dalej.

Rozumiem potrzebę nowego początku

Poprzednia saga się skończyła. Nie oczekiwałem, że każda kolejna przygoda musi znowu ratować całe istnienie. Mniejsza stawka i nowi bohaterowie mogli być czymś przyjemnym po tak dużym finale. Problem w tym, że rozumienie zamiaru nie sprawiło, że polubiłem jego wykonanie. Zmiana skali opowieści jest czymś innym niż zmiana tego, jak czuję się we własnej roli.

Wojownik Światła stał się dla mnie postacią drugoplanową

Po Endwalkerze nie oczekiwałem kolejnego ratowania wszechświata. Chciałem jednak, żeby doświadczenie mojego Wojownika Światła nadal coś znaczyło. W Dawntrail zbyt często czułem się jak zbyt wykwalifikowana niańka, stojąca obok właściwej bohaterki. Najlepiej pokazują to dwie sceny.

Najlepiej pokazuje to dla mnie pojedynek Wuk Lamat z jej bratem, Zoraalem Ja. To ich konflikt dostaje środek sceny, podczas gdy ja znów czuję się kimś stojącym z boku. Nie przeszkadza mi, że nowa postać ma własny ważny moment. Przeszkadza mi, że ten układ powtarza się i spycha moje doświadczenie na drugi plan.

Najbardziej zirytowała mnie finałowa walka ze Sphene. Po całej drodze, którą przeszedłem ze swoim Wojownikiem Światła, chciałem poczuć, że to również jego moment. Tymczasem Wuk Lamat ponownie przejmuje najważniejszą scenę. Odebrałem to jak zabranie nam ostatniego ciosu — emocjonalnego finału, nie wyniku obrażeń. Właśnie wtedy zastanawiałem się, czy przeżywam własną przygodę, czy tylko towarzyszę komuś innemu.

Czy nowy początek musi oznaczać słabsze doświadczenie?

Pamiętam argument, że Dawntrail jest jak A Realm Reborn: początek nowej historii, więc trzeba zaakceptować wolniejszy start. Tylko czy naprawdę trzeba? Płacę za dodatek, żeby dostać ciekawe doświadczenie, a nie obietnicę, że może dopiero następna część mnie zaangażuje.

Początek nowej sagi może mieć mniejszą stawkę. Nie musi przez to być mniej angażujący. Nowe postacie powinny dawać mi powód, żeby interesować się ich historią, a nie wymagać cierpliwości tylko dlatego, że to dopiero start.

Pictomancer i Viper nie zastąpią dobrej fabuły

Dawntrail dodało Pictomancera i Vipera. Nowe klasy mogą dać powód do wypróbowania innego stylu walki, ale dla mnie nie rozwiązują problemu historii. Jeżeli kupuję dodatek także po to, żeby przeżyć przygodę, nowy zestaw umiejętności nie zastąpi poczucia, że moja postać naprawdę w niej uczestniczy.

Pictomancer posługujący się pędzlem w oficjalnym screenie Dawntrail
Pictomancer to jedna z nowych klas. Jej pomysł i prezentacja są osobnym elementem dodatku niż jakość fabuły, którą oceniam. Oficjalny screenshot ze Steam. © SQUARE ENIX. Steam

Aktualizacja graficzna również nie zastąpiła mi dobrej historii. Świat potrafi wyglądać atrakcyjnie, ale to, co robię w nim jako bohater, decyduje o moim zaangażowaniu.

Futurystyczna architektura w oficjalnym materiale Dawntrail
Nowa oprawa jest widoczna również w futurystycznych lokacjach. Ten oficjalny screenshot ilustruje wygląd, nie dowodzi problemów z FPS. Steam. © SQUARE ENIX. Steam

Oficjalne informacje o klasach i aktualizacji graficznej

Evercold budzi we mnie skojarzenia z Shadowbringers

Evercold jest zapowiedziane na styczeń 2027. Patrząc na kierunek zapowiedzi, czuję powrót do elementów, które kojarzę z Shadowbringers. Po Dawntrail odbieram to jako wyraźną zmianę akcentów i mam wrażenie, że twórcy chętnie przechodzą dalej.

To moje skojarzenie z zapowiedzią, a nie ocena nieopublikowanego jeszcze dodatku. Najważniejsze dla mnie będzie, czy wróci poczucie uczestniczenia w przygodzie, którego zabrakło mi w Dawntrail.

Oficjalna zapowiedź Evercold

Dawntrail nie przekreśla tego, co przeżyłem wcześniej w FFXIV. Właśnie dlatego rozczarowanie tak boli. Nadal chcę nowych przygód i nowych bohaterów. Chcę też czuć, że mój Wojownik Światła jest ich uczestnikiem, a nie widzem.

Źródła

Wcześniejsze wrażenia autora